3. Żary XC 2004 

    Wyścig w Żarach to mój debiut w Cross Country (wyścig taki polega na pokonaniu kilku krótkich okrążeń o znacznej ilości podjazdów i zjazdów tzw. interwałów), więc nie mogłem się go doczekać. Z drugiej strony czułem lekkiego stracha przed ewentualnymi upadkami na technicznych odcinkach trasy których w porównaniu z maratonem na wyścigu XC jest więcej. Do Żar ruszyłem PKS-em o 8:30 rano. Na starcie wyścigu czyli na stadionie "Syreny" byłem pierwszy i siedząc na siedziskach wykonanych z konarów drzew obserwowałem pojawianie się z czasem kolejnych osób. Około 11-tej ruszyły zapisy, wpisowe było znacznie niższe niż na maratonach ponieważ wynosiło 10 zł. Za tę kwotę mieliśmy zapewnioną opiekę medyczną, profesjonalne oznakowanie i wytyczenie trasy wyścigu, osoby kierujące zawodników na pętlach, wodę mineralną oraz nagrody dla zwycięzców, których wyłaniano w każdej kategorii wiekowej. Wyścig zaczął się niemal punktualnie o 12-tej. Pierwsze kilkaset metrów prowadziło piaszczystą drogą przy stadionie, później skręciliśmy w las. Trasa ciekawa, dużo interwałów, część podjazdów była w miarę łagodna i szybka lecz były i takie ściany na których trzeba było się ostro zaprzeć. Ciekawy fragment trasy w "wąwozie" - bardzo stromy zjazd w dół gdzie osiągało się w 2-3 sekundy prędkość ~50 km/h i natychmiast można było wykorzystać siłę rozpędu na podjazd pod przeciwną, prawie równie stromą ścianę. W kość dawał też podjazd przy drewnianych schodach pod jedną z wież. Było też kilka zjazdów po korzeniach (dobrze że nie padało bo było by na nich cholernie ślisko), oraz zjazd z drugiej wieży, który mi osobiście sprawiał najwięcej kłopotów. Była to szybka jazda w dół po ścieżce, gdzie jak sądzę jeździło trochę terenowych samochodów tworząc głębokie koleiny, w które przy dużej prędkości, jadąc środkiem pomiędzy nimi było bardzo łatwo zjechać tracąc przy tym równowagę. Przy bodajże 3-cim okrążeniu stwierdziłem że lepiej ten fragment przejechać trochę wolniej, niż ryzykować wpadniecie w koleinę, utratę równowagi i związaną z tym większą stratę czasu. Z ciekawszych przeszkód terenowych można by wymienić szeroki na około dwa i głęboki na około jeden metr rów, który można było przy odpowiednim podejściu przejechać bez zsiadania z siodełka. Był też piaszczysty podjazd który niestety trzeba było pokonać "z kapcia". Widzę że piszę tu tylko jak to było trudno, ale tak było, a pisanie że trasa była łatwa i prosta to już chyba nie był by wyścig XC tylko jakaś wycieczka turystyczna, a to nie ten dział (jednocześnie zastrzegam że nic nie mam do wycieczek turystycznych :) o czym można się przekonać w dziale "Wycieczka Bieszczady 2000"). Kontynuując wrażenia z trasy szkoda że zacząłem mocniej atakować dopiero na ostatnim okrążeniu gdyż w rezultacie byłem 4-ty w swojej kategorii i zabrakło mi 3 minut aby otrzymać nagrodę (to byłby czad jeszcze nic nigdy nie wygrałem startując na rowerze) cóż za rok znów mam szanse. Myślałem że wyścig skończy się na jednej z wież lecz meta była w miejscu startu i trzeba było jeszcze pogrzać kilka jakieś 2 km na metę. W drodze na metę było trochę gorzej z oznaczeniami i miałem przez chwilę wątpliwości czy aby nie powinienem gdzieś skręcić, przydały by się jakieś strzałki. Na miejscu porozmawiałem chwilę z miłymi ludźmi z Żar i okolic, poczekałem na rozdanie nagród i ruszyłem tym razem nie PKS-em lecz o własnych siłach szosą do domu. Pod wieloma względami bardzo podobał mi się  wyścig w Żarach - brawa dla organizatorów "Żary MTB Team". Mam nadzieję, że nic mi nie stanie na przeszkodzie aby za rok znów tam pojechać. Oto kilka fotek z maratonu resztę można obejrzeć na serwerze organizatorów:

WSTECZ