5. Jelenia Góra 2005

 

          Na Maraton w Jeleniej Górze pojechałem jak zwykle PKS-em, nie lubię tego środka transportu ponieważ kierowcy kręcą nosem na rower. Termin maratonu w Karpaczu, który odbywa się dokładnie tydzień po i gdzie mógłbym jechać autem ze znajomymi z Zielonej Góry nie pasuje mi ze względu na pracę. Maraton odbywał się w Sobotę więc aby móc zdążyć musiałem jechać w Piątek. W Jeleniej Górze byłem po 17 tej. Pojechałem na lotnisko zarejestrować się na liście, po czym udałem się do położonych w pobliżu Janowic Wielkich gdzie miałem mieć nocleg, dzięki mojej koleżance Funi, (która dała mi kontakt i wstępnie zapytała o nocleg) udało mi się skorzystać z uprzejmości Ani, która mieszka w Janowicach Wielkich i która załatwiła mi nocleg w mieszczącej się nieopodal miejscowości Miedzianka. Ani podregulowałem rowerek i udaliśmy się na miejsce noclegu. Tam miły Pan poczęstował mnie herbatą oraz przygotował wyrko. Rano po przebudzeniu zjadłem jajecznicę a Pan Staszek zasypywał mnie ciekawymi historiami o Miedziance, w której to były kopalnie uranu, i skąd wysiedlono większość górników do Lubina, gdzie powstały kopalnie miedzi. Dał mi również lornetkę abym mógł rano przez nią poobserwować zapierające w piersi dech widoki zaśnieżonych szczytów, które można na dobrą sprawę oglądać i oglądać godzinami... ahhh w górach to się można zrelaksować... Około 9-tej pojechałem do Janowic po Anię i ruszyliśmy rowerkami do J. Góry. Tam przebrałem się, zostawiłem plecak u organizatorów, mechanik Mavica podregulował mi przednią rozklekotaną przerzutkę, kupiłem sobie na drogę dwa żelki energetyczne carbosnack-a i pożegnałem się z Anią, której też podoba się kręcenie i widzę że przed nią jeszcze nie jeden maraton. Około 11 ustawiłem się na starcie w końcówce gdyż i tak czekała nas runda honorowa przez Jelenią Górę podczas której można było zająć odpowiednią pozycję. Maraton ruszył kilka minut po godzinie 11-tej na odliczanie znanego kolarza  Ryszarda Szurkowskiego. Runda honorowa prowadziła z lotniska na rynek Jeleniogórski gdzie wszyscy się zatrzymali, Prezydent Jeleniej Góry powiedział trzy słowa i ruszyliśmy z powrotem w kierunku Lotniska gdzie odbył się start ostry. Mijając linię startu skasowałem licznik na którym było około 5-6 km  rundy honorowej. Początek maratonu prowadził raczej płaską trasą po szutrze polnych drogach w kierunku miejscowości Janowice Wielkie. Dopiero za Janowicami zaczęła się Terenowa Jazda 250m podjazd pod Pieklisko już mi dał w kość, podczas małego zjazdu zapytałem się jakiejś dziewczyny czy to był już główny podjazd pod Rozdroże pod Bielcem i Wilczysko, gdy odparła że jeszcze nie wiedziałam już że ostra jazda dopiero przede mną. I zaczął się podjazd z początku łatwy, z każdym metrem bardziej stromy aż wreszcie jak dla mnie nie do pokonania. Co 20 osoba jechała ten odcinek trasy na rowerze, ale ich prędkość była równa prędkości piechura z rowerem więc lepiej było podprowadzić ten fragment. Podczas podjazdu zauważyłem nasilające się bóle kręgosłupa podczas podskakiwania tylnego koła na kolejnych nierównościach terenu które były jednym z powodów uniemożliwiających mi podjazd. Na szczycie czekał nas oprócz pięknych widoków również punkt żywieniowy, gdzie napełniłem bidon i pojechałem dalej. Za parę kilometrów czekał nas długi momentami stromy, czyli taki jak tygryski lubią najbardziej zjazd. Zjazd prowadził szutrami z momentami ostrymi zakrętami, był też dość techniczny odcinek zjazdu w lesie po ziemi gdzie zbyt mocne hamowanie przednim hamulcem mogło spowodować OTB czyli lot przez kierownicę. Podczas zjazdu chyba zapomniał mi się profil trasy myślałem że to już prosto do mety jednak było inaczej, czekał nas jeszcze 200 metrowy podjazd pod jakieś wzniesienie, oraz kilka niewysokich ale wycieńczających interwałów - czyli niedługich podjazdów na zmianę ze zjazdami. W Wojanowie przecięliśmy drogę prowadzącą do Janowic, gdzie ruch wstrzymywała Policja, były to już ostatnie fragmenty maratonu. Za albo przed wiaduktem kolejowym czekał jeszcze długi choć łagodny podjazd  polną drogą,  gdzie można było poczuć watę w nogach. Tu trochę osłabłem i wyprzedziło mnie kilka osób. Następnie zjazd w kierunku Jeleniej Góry którego znaczny fragment stanowiła kostka brukowa, na której to powiedziałem sobie dość, albo amortyzowana sztyca albo rower fullsuspension. Wibracje powstające podczas sprintu po kocich łbach tak niemiłosiernie tłukły w mój kręgosłup że mam już dość jazdy na hardtialu. Na 100-200 metrów przed metą dopadła mnie dziewczyna z którą zaczęliśmy się ścigać. Sprint był ostry jednak przed metą musiałem jej odpuścić - była lepsza wysunęła się na prowadzenie i wyprzedziła mnie o kilka metrów. Po przejechaniu linii mety porozciągałem trochę obolałe gnaty, zjadłem 4 porcje makaronu. Umyłem rower, przebrałem się, pokręciłem chwilę i pogadałem z ludźmi. Spotkałem chłopaka z Żary MTB Team, jakiegoś młodego ściganta z nowej soli który był trzeci na małym maratonie i jeszcze paru ludków. Po wszystkim pojechałem do Jeleniej Góry na dworzec PKS gdzie spotkałem w autobusie niezbyt miłego kierowcę, który pomimo że byłem jednym z dwóch pasażerów stwierdził że nie ma miejsca w bagażniku na rower, ale w końcu się zgodził ... chyba nie maił wyjścia rower to też bagaż.

WSTECZ