6. Żary XC 2005

Na wyścig początkowo miałem jechać sam, próbowałem wyciągnąć Jacka i Mańka ale bezskutecznie :), w końcu zaproponowałem udział w imprezie Trapezowi wiedziałem że to długodystansowiec i  raczej nie będzie chciał jechać na taki krótki wyścig, ale jednak się zdecydował. Na wyścig pojechaliśmy we trójkę Ja, Trapez i Underground żółtą strzałą Adama. Trochę ciężko było wsadzić 3 rowery do bagażnika kombiaka ale się udało. Kilka minut po 9-tej wyjechaliśmy z Zielonej Góry. Na miejscu zastaliśmy krzątających się organizatorów i znajomych. Kriss zabrał nas na objazd trasy, która wydała się nawet łatwa w porównaniu do tej zeszłorocznej, no właśnie wydała, ale o tym później. Po powrocie z objazdu ostatnie przygotowania: uzupełnianie płynów, i konsumpcja żelka energetycznego Carbosnack oraz Snickersa i nim się zorientowaliśmy już najlepsze lokaty startowe z przodu były obstawione. Mi się udało wcisnąć w sumie nie daleko, bo w drugim rzędzie Underground był w pierwszym a Adam, który jak twierdził nie przyjechał się ścigać ustawił się w ostatnim rzędzie, wraz z dziećmi, które startowały chwilę po starszych i miały do przejechania rundę wokół stadionu. Start był bardzo ostry od razu na największych obrotach na szutrze przy stadionie Syreny pociskaliśmy ~36km/h. Ustawienie się w drugim rzędzie poskutkowało tym, że czołówka mi odjechała i musiałem się przeciskać między wolniejszymi zawodnikami, którzy nie wiadomo po co pchali się do przodu brrrr.... Po przejechaniu pierwszej rundy myślałem, że nie zdołam przejechać całego wyścigu płuca miałem na wierzchu - to wina braku rozgrzewki, zbyt dużego tempa na początku no i braku treningu w tym sezonie off cozz. Na szczęście z rundy na rundę zacząłem się rozkręcać i na ostatniej 4 rundzie wyprzedziłem sporo osób szkoda, że dopiero wtedy.... Jadąc pierwsze lub drugie kółko zjeżdżając po piaszczystym stromo nachylonym zjeździe zaliczyłem OTB - lot nad kierownicą w wyniku wjechania na gościa, który przewrócił się przede mną. Nic mi nie stało – piaskownica, ale trochę bałem się, że uszkodziłem rower na szczęście po otrzepaniu się zobaczyłem że rowerek kula się dalej. Gdy podnosiłem się z pyłu dojechał do mnie Trapez, z którym chwilę jechałem ale cóż ten wycinak oczywiście mi odjechał :) . Wyścig polegał na dojechaniu do Baszty ze stadionu Syrena i na zrobieniu 4 okrążeń po okolicznym lesie. Najbardziej podobał mi się stromy podjazd pod drugą basztę, strome krótkie podjazdy to jest to, co tygryski lubią najbardziej, więc za każdym okrążeniem czekałem na ten podjeździk, aby kogoś tam sobie łyknąć. Raz mi się nie udało, a to z powodu jakiegoś napalonego jeźdźca, który zasłonił mi ręką drogę podjazdu odburkując coś, że gdzie się spieszę albo coś w tym rodzaju, cóż to jest wyścig i takie zachowanie jest nie fair. Miałem więcej siły na tym podjeździe, nie był to też jakiś singletrack i spokojnie mogłem przejechać obok nie spychając go z trasy. Po tym podjeździe zjazd po drugiej stronie schodów, później trochę grzania w dół i w górę. Półtorej okrążenia jechałem za jakimiś dwoma kolegami, którzy nie dawali się wyprzedzić, mogłem ostrzej depnąć i ich wyprzedzić gdyż jak zauważyłem znacznie lepiej jest kogoś wyprzedzić i do przodu gnać własnym tempem a nie mieć jakąś tamę przed „sobą” (nawet dość szybką) później jak da radę można wyprzedzić z jeszcze jedną osobę, która będzie z kolei „tamą” dla wyprzedzonego a gdy ma się pustą drogę przed sobą gnać przed siebie nie oglądając się za plecy i nie dać się doścignąć (taką taktykę zastosowałem dopiero na ostatnim okrążeniu i przyniosła skutek - wyprzedziłem chyba z 5 osób). Z bardziej charakterystycznych momentów świetny był jeszcze techniczny slalom w dół między drzewami, gdzie z ziemi wystawały wycięte i pomalowane ostrzegawczą czerwoną farbą pniaki. Trasa miała kilka interwałów i gdy się czekało na zbawienny zjazd, trzeba było wiedzieć, że za nim zaraz czai się niezły podjazd. Właściwie jedyny płaski odcinek była to dwukierunkowa część wyścigu rozdzielona po środku kołkami z rozciągniętą taśmą ostrzegawczą. Na tym odcinku można było mijać się twarzą w twarz z zawodnikami jadącymi z przeciwnej strony. Cóż ja się zaczynałem rozkręcać, a tu trzeba było zjeżdżać z 4 rundy jeszcze 2,3 kilometrowy dojazd do mety, na którym minąłem jakiegoś zawodnika. Z przodu wdziałem jeszcze jednego więc postanowiłem go dogonić widziałem że różnica się zmniejsza więc ostro za nim grzałem. Gdy zacząłem go doganiać zorientował się i zaczął dokręcać w wyniku, czego na finiszu rozegraliśmy ostry sprint łeb w łeb, który niestety nieznacznie przegrałem. Na mecie było już trochę osób w tym Trapez, Underground, Speedek. Underground z niedowierzaniem patrzył na swój pulsometr, który wskazywał, że prawie cały wyścig przejechał w strefie beztlenowej i to jest właśnie różnica między wyścigiem XC a Maratonem tu się jedzie ciągle z językiem na wierzchu - na maratonie tętna są sporo niższe gdyż jest gdzie odpocząć na długich zjazdach. Na trasie nie obyło się tez bez strat, zawodnik KK Impel Jelenia Góra połamał swoją wypasioną ramę Orbea.

 Po wyścigu czekaliśmy na rozdanie pucharów i medali 1 miejsce w kategorii elita zdobył Wojciech Szarek z Żar zawodnik klubu Trasa Zielona Góra (01:15:43), 2 miejsce - Speedek (01:19:13), 4miejsce - Underground (01:20:37), 6 miejsce Trapez (01:23:19),  ja zająłem 9 miejsce z czasem  01:27:36 (link do oficjalnych wyników http://www.eyecity.j.com.pl/mtbteam/xc,1,1.html). Po rozdaniu nagród nadszedł czas na losowanie upominków wśród wszystkich uczestników wyścigu. Dzieci dostawały plecaki i Zozole :), a starsi akcesoria rowerowe chyba każdy dostał jakiś upominek mi trafiła się dętka... oby się nie przydała ;). Po tomboli spakowaliśmy rowerki do auta i ruszyliśmy do Zielonej Góry. Na koniec muszę powiedzieć, że w tym roku jadę 2 raz w życiu Żarski wyścig i nadal nie mam zastrzeżeń co do organizacji i mogę polecić każdemu tę imprezę, tym bardziej że wszyscy są podzieleni na odpowiednie kategorie wiekowe i pokonują odpowiednią liczbę okrążeń proporcjonalnie do swoich sił. Podziękowania dla Krissa i całego Żary MTB Team na pewno wrócę do was za rok.

Kilka danych z licznika : dystans 28,65 km, czas 1,27,11 h, prędkość średnia 19,79 km/h, prędkość maksymalna 42,7 km/h

Kilka fotek reszta na stronie : http://www.members.lycos.co.uk/zarymtbteam1/galerie/XC2005/index.html 

 

   

 

 

WSTECZ