Opis wycieczki Bieszczady 2001

Naszą podróż zaczęliśmy z Przemyśla. Do Przemyśla dojechaliśmy pociągiem.

Dzień 1: Przemyśl - Huwniki około 25 km

Do Przemyśla dojechaliśmy dość późno więc nie było co się oglądać trzeba było szybciutko znaleźć nocleg. Pierwszą noc postanowiliśmy spędzić w Huwnikach iż jako wg przewodników jest tam jakowe schronisko. Jadąc po drodze podziwialiśmy piękne krajobrazy Pogórza Przemyskiego Do Huwnik dojechaliśmy zmierzchem i jakie było nasze rozczarowanie gdy nie znaleźliśmy tam żadnego schroniska. Mogliśmy spróbować u Księdza w pobliskiej Kalwarii lub na sianie u gospodarzy lecz na sianie warunki były nieciekawe oprócz tego czekało na nas tam jeszcze towarzystwo jakiś ludzi niekoniecznie wzbudzających zaufanie. Tak więc w końcu udało nam się znaleźć jakiś Dom opieki społecznej gdzie znalazły się dwa pokoje gościnne - Mieliśmy szczęście oba były puste tak więc wybraliśmy większy i tam właśnie spędziliśmy pierwszą noc. Co do ceny 15 zł za dobę ale warunki super łazienka itd.

Dzień 2: Huwniki - Komańcza ~ 70 km

Rano wstaliśmy zjedliśmy śniadanie pod pobliskim spożywczakiem i ruszyliśmy w dalszą trasę. Górki zaczynają się robić większe i na podjazdach (serpentynach) można wyzionąć ducha - do tego dobijający tuman much ciągnący się za człowiekiem. Ale gdy było pod górkę musi być i z górki zjazdy kilometrami serpentyn mogą przyprawić człowieka o obłęd - można powiedzieć orgazm dla człowieka z nizin. Po drodze dojeżdżamy do Sanoka postanawiamy się tam zatrzymać i obejrzeć skansen (podobno największy w Polsce a może i w Europie). W skansenie jest przechowywalnia bagaży gdzie można zostawić rowerki.

skansen w Sanoku

Po godzince łażenia po skansenie oraz zrobieniu zakupów (UWAGA!!! ostatnie miejsce gdzie można jeszcze kupić np dętkę do roweru) ruszyliśmy w kierunku Komańczy - po drodze mały posiłek na trawce. I lądujemy znów o zmierzchu w Komańczy udajemy się do schroniska Pttk lecz zniechęceni ceną 20 zł /doba postanawiamy udać się na poszukiwanie schroniska niegdyś studenckiego teraz ekologicznego. Trzeba się trochę naszukać ale można je znaleźć. Doba w schronisku Ekologicznym kosztuje 12 zł - jest również miejsce na rowerki. Można skorzystać tam z prysznica (ciepłą wodę trzeba grzać) oraz z kuchenki gazowej. Jest miejsce na ognisko gdzie można upiec sobie kiełbaskę i pośpiewać przy gitarze.  

schronisko "Ekologiczne" w Komańczy

Dzień 3 Trasa Komańcza-Chryszczata-Komańcza

Postanowiliśmy pojeździć trochę bez ciężkich sakiew tak więc kierując się przewodnikiem "Najlepsze Wycieczki na Rowerze Górskim" Wybraliśmy 47 kilometrową trasę na szczyt Chryszczatej. Ciężki chwilami niemożliwy podjazd a potem po chwili zasłużonego odpoczynku karkołomny zjazd to jest to. Podczas tej wycieczki uszkadzam tylną przerzutkę oraz uszkadzam linkę do przerzutki. Po powrocie do schroniska udaje mi się to naprawić lecz od tej pory nie dysponuje wszystkimi przełożeniami w rowerze (dlatego ostrzegam jeśli nie macie czegoś ważnego do roweru to ostatnim miejscem na zakupy jest SANOK). Zmęczeni trudami dnia kładziemy się spać.

Pewnie za tymi drzewami jest piękny widok 998 m n.p.m.

Dzień 4 Komańcza - Wietlina ~ 40km

Tak tu zaczynają się Bieszczady - Komańcza jest uważana za nieoficjalną granice Bieszczad. Widoki zwalają z nóg (roweru ;-)).Oczywiście w Wietlinie Lądujemy jak zawsze nie najwcześniej do wyboru mamy albo luksusowe schronisko PTSM za 12 zł/doba lub położone Studencką Bazę Noclegową (za torami) za  7zł - doba. Wybieramy wariant drugi mając nadzieję spotkać fajnych ludzi. Nie pomyliliśmy się spotkaliśmy studentów grających na gitarce i śpiewających - cool. Co do warunków to wygląda to tak drewniany domek bez prądu, piętrowe łóżka, mało miejsca w pokoju, woda w strumyku - jak dla mnie bomba. Aby zmieścić trzy rowerki w małym pomieszczeniu trzeba się nieźle nagimnastykować.

Czasem trzeba ryzykować ;-)

 

Dzień 4 Wietlina - Ustrzyki Górne  ~ 20km

W Wietlinie następnego dnia rano wybieramy się bez sakiew na 44 kilometrowa wycieczkę po uroczych okolicach  a po powrocie udajemy się do Ustrzyk Górnych. Do Ustrzyk dojeżdżamy kiedy???? - oczywiście tradycyjnie o zmroku i udajemy się na słynny nocleg do księdza. Cena 10 zł doba - drewniany domek coś ala ten z Wietliny domek jest na w jednym domku jest kilka pokoi niektóre z nich są przejściowe więc musimy mieć trochę zaufania do współlokatorów z którymi którzy aby dostać się do swojego pokoju muszą przejść  przez nas często w trakcie naszej nieobecności. Jeśli komuś to nie pasuje są jeszcze kwatery w murowanym "hoteliku" 15 zł za dobę. Dostęp do kuchni, gazu, talerzy, sztućców, ciepłego prysznica za darmoszkę. Miejsce dla rowerów też się powinno znaleźć.

Dzień 5 Ustrzyki Górne  - Rajskie ~ 70km       

Wstając rano udajemy się pieszo na Tarnicę - najwyższą górę w polskich Bieszczadach 1346 m.n.p.m. Do Wołosatego można za 3 zł dojechać rozgruchotanym PKS-m z Wołosatego jest bliżej na Tarnicę. Trasa początkowo zapowiadała się nieciekawie (nigdy przedtem nie łaziłem po górach) ale bez problemu weszliśmy na szczyt - obowiązkowe duże ilości czegoś do picia. Z Tarnicy uraczyliśmy widoku wspaniałych krajobrazów.

Widok ze szczytu Tarnicy

Innym już szlakiem wróciliśmy do Ustrzyk gdzie nie mając dość wrażeń osiodłaliśmy nasze rowery - mieliśmy w zamiarze udać się na przełęcz pod Rozsypańcem lecz niestety mając za sobą 80 % trasy zostaliśmy cofnięci ze szlaku przez Strażników Bieszczadzkiego Parku Narodowego - ogólnie jest formalny zakaz poruszania się rowerem poza drogami publicznymi na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Cóż wróciliśmy niepocieszeni do Ustrzyk z skąd czym prędzej ruszyliśmy w kierunku Soliny. Początkowo trasa przez Pszczeliny, Struposiany do Dwerniczka prowadzi gładkim asfaltem po płaskim terenie, można na tym odcinku "rozbujać" się i utrzymywać sporą prędkość. Dalej zaczyna się trudniejszy teren jadąc wzdłuż koryta Sanu raz to podjeżdżamy raz zjeżdżamy. Drogę ta pokonywaliśmy jedynie w świetle gwiazd i naszych lampek. Za dnia trasa ta musi być urocza gdyż towarzyszą nam widoczki na dolinę Sanu. Dojechaliśmy w końcu umęczeni do miejscowości Rajskie gdzie nie udało nam się znaleźć żadnego noclegu i korzystając ze sprzyjających okoliczności natury spędziliśmy noc pod chmurką (nocleg w tej miejscowości stanowczo odradzam wprawdzie w Rajskiem są  3 duże ośrodki wczasowe lecz są to zakładowe ośrodki wczasowe i jeśli nie będą zajęte to nocleg w nich kosztuje majątek).

Dzień 6 Rajskie - Bircza  ~70km

Czując zbliżający się koniec wyjazdu a chcąc co nieco jeszcze zobaczyć wstajemy ledwo świt w Rajskiem i ruszamy na Polańczyk a później na Solinę. Tam robimy sobie mały piknik wśród 100 turystów, kramików itp. ogólnie moim zdaniem straszna komercja i tłok w tej Solinie ale widoczki są ok. Wrażenie też robi monstrualna 70 metrowa tama (największa w Polsce). 

tama na Solinie

Po pikniku ruszyliśmy mało uczęszczanymi trasami w kierunku Przemyśla (Olszanica, Wojtkówka, Kuźmina, Bircza). Fantastyczna jest prosta z górki do miejscowości Wojtkówka jadąc nią uzyskiwaliśmy prędkości ponad 70km/h. W  Birczy nocleg znaleźliśmy w PTSM znajdującym się w budynku szkoły 8zł/doba prycza dostęp do garnków, talerzy gazu za darmoszkę trochę przeszkadzał unoszący się w powietrzu "zapach" pleśni ale naprawdę tylko trochę bardzo w porządku w tym przybytku okazał się pan chyba kierownik który wieczorem poratował nas chlebem którego nie mogliśmy nigdzie kupić.

Dzień 7 Bircza - Przemyśl   ~30km

Rankiem wyruszamy z Birczy w kierunku Przemyśla spokojnie pokonujemy dystans około 30 km i spokojnie zdążamy na pociąg.

Rowery przywiązane do relingów w pociągu to też jakieś rozwiązanie

Na tym kończę opis naszej wycieczki w sumie pokonaliśmy w tydzień czasu ponad 500 km.W przyszłości dołączę tu również mapę naszej trasy.

Porady:

Weź ze sobą:

zapasową dętkę, łatki do łatania dętek, linkę do hamulców, przerzutek, sprawdź czy nie masz zużytych klocków hamulcowych jeśli masz weź zapasowe - w górach dużo się hamuje ;-), smar do łańcucha, jakieś podstawowe narzędzia, możesz wziąć też rozkuwacz do łańcucha, oczywiście oświetlenie roweru i zapas baterii.  

Uważaj bądź ostrożny na górskich zjazdach momentami są bardzo niebezpieczne uważaj na mijane auta na serpentynach - ograniczona widoczność dobrze gdybyś miał kask oraz rękawiczki ochronne. Węź też Witaminę C, Aspirynę, ciepłe ubranie i Bardzo ważne - zasypkę ;-)

Pozdrawiam i służę radą

Leechu@poczta.fm